Logo

Poprzedni temat «» Następny temat
Olow - w lufie
Autor Wiadomość
Nadszyszkownik Cicho
Peon


Dołączył: 04 Kwi 2007
Posty: 40
Skąd: Lublin
Wysłany: Sob Lut 16, 2008 9:38 am   Olow - w lufie  

Koledzy jakie macie doswiadczenia z zaolowieniem luf? Znane sa dwie koncepcje: 1.Problem nie wystepuje, 2.Czyscic, bo zniknie gwint.
 
 
Krzysztof 30
Pan Gajowy


Dołączył: 01 Kwi 2007
Posty: 485
Skąd: Płouszowice (Lublin)
Wysłany: Nie Lut 17, 2008 6:10 pm     

Problemu nie ma ten kto nie strzela :P zabrałem się dzisiaj tak z nudów do hawkena ,lufa niby czysta ale gdy przejechałem szczotką mosiężną a potem szmatą po jakimś czasie na zarysie rowków gwintów pojawiły się siwe pręgi znaczy że jest ołów, spróbuje jeszcze raz szczotką i szmatą i zobaczę czy pokaże się nalot na razie odpoczywam po ponad dwóch godzinach zasuwania wyciorem,o innych metodach nie słyszałem :twisted:
_________________
Pozdrawiam. Krzysztof

Lubelski Klub Strzelectwa Historycznego
przy LOK w Krasnymstawie
 
 
Colorado
Guru


Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 512
Skąd: krasnystaw
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 9:32 pm     

czytałem kiedyś na iwebie taką metodę szczota mosiężna + cilit lub inne mleczko lekko-ścierne i jechane. kilka wieczorów a jak dojdziesz do wniosku, że mogło by być to jeszcze jakieś 2-3 godziny szorowania i możesz uznać odołowianie za zakończone. :cry: :roll: :lol:
_________________
Strzelec wolny, nie zrzeszony.
 
 
Krzysztof 30
Pan Gajowy


Dołączył: 01 Kwi 2007
Posty: 485
Skąd: Płouszowice (Lublin)
Wysłany: Sob Lut 23, 2008 11:57 pm     

Ja doczytałem się o odoławiaczu OX-YOKE i pastaodoławiającaJB48 ale jakie to skuteczne??? nie wiem ,wiem gdzie to można dostać :twisted:
_________________
Pozdrawiam. Krzysztof

Lubelski Klub Strzelectwa Historycznego
przy LOK w Krasnymstawie
 
 
Nadszyszkownik Cicho
Peon


Dołączył: 04 Kwi 2007
Posty: 40
Skąd: Lublin
Wysłany: Nie Lut 24, 2008 3:32 pm     

ja użyłem ostatnio takiej pianki, która się psika do lufy i odczekuje 15-30',
po tym zabiegu szmatka na jagu była czysta - zdziwiło mnie to - więc psiknąłem brunoxu i zacząłem pucowac szczotka, po tym zabiegu szmatka była prawie czarna. Powtórzyłem kilka sesji: brunox, szczotka, 2-3 szmatki.
Czyszczenie lufy karabinu zakończyłem na etapie lekko zabrudzonej szmatki,
lufa rewolweru chyba jest odołowiona, bo szmatka po szczotkowaniu nabrała barwy mosiądzu. tyle moich skromnych doświadczeń. Na innych forach spotkałem dramatyczne opisy walki z zaołowieniem luf broni pochodzącej z eguna.
 
 
Krzysztof 30
Pan Gajowy


Dołączył: 01 Kwi 2007
Posty: 485
Skąd: Płouszowice (Lublin)
Wysłany: Nie Lut 24, 2008 8:23 pm     

To znaczy że pozbyłeś się ołowiu??? co to za pianka i za ile bo tamto cholerstwo prawie 40 zeta kosztuje :?
_________________
Pozdrawiam. Krzysztof

Lubelski Klub Strzelectwa Historycznego
przy LOK w Krasnymstawie
 
 
Nadszyszkownik Cicho
Peon


Dołączył: 04 Kwi 2007
Posty: 40
Skąd: Lublin
Wysłany: Nie Lut 24, 2008 8:55 pm     

owszem, cos kolo 40zl kosztowal. Nie wiem czy usunalem caly olow (tak mi sie wydaje w przypadku rewolweru, lufe karabinu pucowalem 1,5h i dalem spokoj).
 
 
wasyl
<--::-->


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 1
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pią Lut 20, 2009 12:20 pm     

Paste J&B (a wlasciwie dwie, brazowa i brunatna) stosuje do usuwania olowiu juz od jakiegos czasu. Jest dostepna na Tracku, podobnie jak OX-Yoke.

Czyszczenie pistoletu to maly klopot, dlugie lufy wymagaja troche wiecej wysilku.

Lekko smaruje balwanka bawelnianego pasta, czyszcze ok 10min. potem przecieraki filcowe obficie nasaczone brunoksem. Jak usune czarny osad obficie pryskam do lufy balistol (kupilem na Tracku, tanio i w duzych pojemnikach) i czekam do nastepnego dnia.

Po zaswieceniu dioda, w lufie widac mini kosmki olowiu. Balistol wyraznie oddziela olow od stali. Po przetarciu przecierakiem filcowym z brunoksem znikaja.

Balistol amerykanski polecany jest tez do mycia broni. Miesza sie go z woda i powstala emulsja dobrze myje lufe czy zamek, z mniejszym ryzykiem powstania rdzawego nalotu.
Byly kiedys teorie o szkodliwym dzialaniu balistolu, powstawaniu "szkliwa" po strzelaniu ale doswiadczenia Kolegow, stosujacych do mycia balistol zdaja sie tego nie potwierdzac. Amerykanie wrecz zalecaja ta metode w opisie stosowania na pojemniku.

W trakcie mycia stosuje od czasu do czasu Cif-mleczko albo emusje do czyszczenia plyt grzewczych kuchenek.

Przetarcie Oxem po myciu i pozostawienie na kilkanascie minut tez daje dobre rezultaty. Na naszym rynku dostepna jest Robla w dwoch wydaniach, do prochu czarnego i nitro. Obie mozna stosowac bez obawy o oksyde ale oparte sa o amoniak, wiec trzeba uwazac i wentylowac pomieszczenia.
Jednak pasta J&B lepiej doczyszcza gwinty, no i jest bardzo wydajna.
Male pudeleczko wystarcza na bardzo dlugo

Ktos kiedys mowil mi o preparacie do usuwania lakierow i farb, opartym o amoniak. Podobno rewelacyjnie i szybko usuwa olow ale pracowac trzeba w masce i na powietrzu a potem dokladnie myc i oliwic lufe.

Nie sprawdzalem, wiec nie moge polecic ze spokojnym sumieniem!

Przy strzelaniu kulami na flejtuchu olowiu jest znacznie mniej, przy pociskach wyraznie wiecej.

pozdrawiam
 
 
 
Robson66
Szaman


Dołączył: 13 Lip 2008
Posty: 125
Skąd: Lublin
Wysłany: Pią Lut 27, 2009 1:08 pm     

Czytałem sporo na temat odołowiania lufy, różnymi metodami chemicznie, na gorąco i Bóg wie co jeszcze. :shock:
Najprostsze, rozwiązania są najlepsze, mleczko do kuchenek Cif i gorąca woda. Kupiłem karabin lufa była w strasznym stanie, po ok 2 godzinach lufa była jak nowa. Nalałem mleczko do rozgrzanej gorąca ale naprawdę gorącą wodą lufy i zostawiłem na 1/2 godz. Potem szorowanie szczotka mosiężną i znów płukanie gorącą wodą, Cif, szorowanie i tak kilka razy.
Na koniec sprawdziłem długą igłą co jest w gwincie - było czysto - i oczywiście szmatka, balistol olej - nie spray.
Co trzecie, czwarte mycie używam delikatnie cifa - bez przesady i nie mam problemu z ołowiem, a strzelam pociskiem bez flejtucha.
A cha ważna uwaga - cif nie powinien mieć kontaktu z brunirą na lufie, jak się zabrudzi natychmiast wytrzeć.
Do rozgrzania lufy rewelacyjny jest oczyszczacz parowy- taki biedronkowy za30zł, ale zwykły czajnik też jest dobry. :lol:

Mam nadzieję, że pomogłem. :roll:
_________________
Pozdrawiam:
Robert
Hawken .45/ Navy .36/ Patriot T/C .45/
Saint-Étienne 2x0.15
 
 
Colorado
Guru


Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 512
Skąd: krasnystaw
Wysłany: Pią Mar 20, 2009 3:13 pm     

od dłuższego czasu zastanawiam się dlaczego mnie ten problem z ołowiem nie dotyczy.Mój Hawken ma tylko 29 lat i sporo wżerów w lufie a ołowiu jednak brak. :?

Odpowiedź przyszła jak myłem i czyściłem sztucerek mojego syna. Po myciu zasadniczym zawsze w tym sztucerku zbierałem wilgoć w środku szmatką nawiniętą na wyciorek. Tym razem jakoś nie było z czego szmatki w łazience udrzeć ( pranie nie wisiało) :lol: to nawinąłem tak jak czyszczę Howkena zwykłych pakuł. Najpierw lekko nawiniętych a potem jak w Howkenie na ciasno,aż trudno wepchnąć :lol: :lol: :lol: i po kilku pociągnięciach na pakułach o zgrozo drobinek ołowiu aż biało.
Po kilku minutowej kuracji lufka pozbyła się ołowiu 8) Pakuły są szorstkie więc zbierają nagar i ołów.

Pakuły to produkt bardzo koszerny i widać skuteczny. Zawsze miały związek z CP nawet jako przybitka.


Do dostania w każdym sklepie hydraulicznym. Taki omotek kosztuję grosze.
_________________
Strzelec wolny, nie zrzeszony.
 
 
dellos
<--::-->

Dołączył: 06 Kwi 2009
Posty: 1
Skąd: Poznań
Wysłany: Pon Kwi 06, 2009 2:56 pm     

Strzelam już troszkę moimi Walkerami no i nie miałem problemu "zaołowienia" lufy. To czego nie wytrze szmatka z WD40 to nie docieram. Prócz, tego gdy stosuje się kule ponad wymiarowe, to po 1 strzale sam problem znika pędem kuli zrywa zabrudzenia by dać nowe zabrudzenia...

Jeśli nie jest wilgotna lufa to śiknąć WD40 lub jakimś innym smarem (mam coś do broni ale nie kojarzę nazwy tego), i problem będzie z głowy lufa czysta... Słyszałem różnakie pomysły odnośnie jak czyścić lufę z ołowiu włącznie z wrzucaniem lufy do wrządku do garnka i gotowania.

Problem raczej wynika z jakości broni aniżeli zrzucania na zaołowienie. Podczas wojny secesyjnej do smarowania lufy używało się tłustego boczku lub łoju, a o specjalnych smarach można było pomarzyć. A efekty ?? Zobaczcie ile osób narzeka np. na Sharpsy, kupują a potem klną przez następne miesiące bo nic nie działa, nie strzela. W tamtych czasach, kawalerzysta ze swojego Sharpsa potrafił sprzątnąć przeciwnika z ok. 700-1000m.
_________________
Pozdrawiam z www.wojnasecesyjna.com
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni